Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Wspomnienia Amel wypisane na ścianie czasu...

ODCINEK 18: W drodze i w hotelu.

Wielkie Sorry za to, że tak długo się nieodzywałam. Nieporzuciłam tego bloga, po prostu nie miałam dostępu do neta. Mam nadzieje, że ktoś to nadal czyta. Chociaż jedna osoba.

***

Gdy wyjeżdżaliśmy ze Słupska kierowca zagadnął: Nazywam się Lars i jestem kierowcą chłopaków, a także ich prywatnym ochroniarzem, na wyłączność.
Uśmiechnął się, a ja zobaczyłam jego odbicie w lusterku.
- Miło mi, jestem Amel – przywitałam się.
- Mi też jest bardzo miło – powiedział – Chciałem cię poznać, bo bliźniacy na okrągło o tobie rozmawiają, chociaż ja nie powinienem się przysłuchiwać ich rozmowom, ale oni tak o tobie trąbią, że trudno by nie usłyszeć.
- Miło mi to słyszeć, tylko czy mówią coś dobrego? – Zapytałam zdziwiona.
- O to, to już będziesz musiała się ich spytać sama – uśmiechnął się tajemniczo Lars.
- Och, no... Ale zdradź, chociaż rąbka tajemnicy – nalegałam.
- Nie ma mowy, przecież ja nawet nie wiem, o czym mówisz – zaśmiał się ochroniarz i puścił mi oczko.
- Och, tylko, że ja nawet nie wiem, jakie oni mają plany i po co ja im tam jestem potrzebna – westchnęłam – Nie to, żebym się nie cieszyła, że mnie zaprosili, ale to może się przecież ludziom o może wydać dziwne, bo jakby nie patrzeć to my się nie znamy, a raczej oni nie znają mnie.
- Nie martw się, będzie dobrze. Zapraszając cię do siebie musieli mieć w tym jakiś cel i nie zaprosiliby cię gdybyś była im całkiem obca, po prostu wyczuwają nić porozumienia – powiedział mądrze kierowca.
- No tak, wyczuwają. Ja nawet też – uśmiechnęłam się.
- A wracając do tematu, jakie plany ma Tokio Hotel to tyle co wiem, to że będą mieli występ, bo dlatego się znaleźli w Gdańsku – dorzucił Lars.
- No to świetnie. Znów będę mogła ich posłuchać.
Jak widać dialog się kleił, chociaż po pewnym czasie tematów do rozmowy brakło (prawdę mówiąc nie brakło, tylko tyle, że dopiero co się poznaliśmy, więc nie rozmawialiśmy jeszcze w pełni otwarcie) i zaczęłam słuchać MP3. Puściłam sobie na początku po parę piosenek TH, LaFee i The Pussycat Dolls. Czas szybko mijał i podróż powoli dobiegała końca, bo wjechaliśmy do centrum. Podjechaliśmy pod duży hotel „Vera’s Stone” i zobaczyłam tłum koczujących fanów z wielkim transparentami („Tokio Hotel kochamy Was!” i tym podobne). Wyszłam z samochodu, a Lars wziął mój bagaż. Wszyscy rzucili się na niego, widocznie wiedzieli, że jest ich szoferem i ochroniarzem. Pytali, co chłopcy będą robić i kiedy wyjdą. On przepchnął się przez tłum torując mi drogę.
Sława nie jest taka fajna, kiedy oblegają cię tłumy natrętnych fanów, nawet, jeśli tylko jesteś szoferem sławnego zespołu. Weszliśmy do holu. Był cały z białego marmuru, co sprawiało, że jest bardzo jasny. Lars skinął portierowi i pojechaliśmy windą na ósme piętro. Zostawił mnie przed drzwiami pokoju numer 483 i sam odszedł w kierunku bufetu. Zapukałam do drzwi i wstrzymałam oddech.
Po trzech sekundach usłyszałam: Bitte.
Wcisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Po chwili, gdy jeszcze nie zdążyłam dobrze wejść do pokoju i rozejrzeć się po nim ktoś rzucił się na mnie przygniatając mnie do ściany. Z zaskoczoną miną przywitałam się: Cześć Bill.
- Siemka! Nareszcie jesteś! – Odpowiedział właściciel cudnych orzechowych oczu, po czym mocno mnie uścisnął.
Prawdę mówiąc wydaje mi się, że urósł.
- Bill, może byś tak puścił Amy, bo nie może oddychać – wtrącił się Tom.
- No fakt, sorry – odpowiedział Bill.
Tom nie lepszy, uścisnął mnie na powitanie tak, że zastanawiałam się czy moje żebra to wytrzymają, a potem pocałował mnie w policzek.
Łoł... Co to był za buziak. Poczułam się jakbym była znowu na przyjęciu po koncercie. Puściłam buraka.
Potem podeszli do mnie Georg i Gustav, ale już nie było tak ostro.
Gucio wziął moje walizy i postawił je pod ścianą i pociągnął mnie za rękę, żebym sobie usiadła na wygodnej kanapce.
- To, czego się napijesz? – Zaproponował Tom otwierając barek w kształcie globusa. Widać, że był w swoim żywiole.
- Może soku pomarańczowego, jak masz – powiedziałam, gdy już wygodnie usiadłam. Bill usiadł obok mnie, a basista i perkusista naprzeciwko.
- Pewnie, że mam – szczerzył zęby Tom – Prawdę mówiąc, to tylko taki smak mamy.
Podał mi szklankę z sokiem i usiadł na poręczy kanapy.
- Barman, colę proszę! – Zażartował Georg.
- Ta, jasne. Coś jeszcze? – Odburknął Tom, ale spełnił zachciankę Geo.
- Jak już stoisz przy barze to podaj i mi coś do picia – walnął Bill.
- I mi – wtrącił Gucio.
Widać, że Tom już się gotował, ale starał się nie wybuchnąć .Może nie chciał, żebym widziała jak się na nich wścieka. Podał im puszki Red Bulla i znowu usiadł na poręczy i zapytał jakby nigdy nic: Jak podróż?
- A wiesz, że nawet spoko – powiedziałam uśmiechając się – To powiedzcie mi teraz, co tutaj w ogóle robicie?
- Przyjechaliśmy tutaj, żeby zagrać koncert na plaży, a później to już niespodzianka – powiedział Bill z tajemniczą miną.
- No, ale jaka? – Zapytałam szczerze zdziwiona.
- Dowiesz się wszystkiego po koncercie – wtrącił Gucio.
Zgodziłam się, ale wolałabym to już wiedzieć.
- Koncert jest pojutrze wieczorem, więc nie naczekasz się zbyt długo – powiedział dobitnie Tom.
Zapytałam się, gdzie będę spała, a Tom opowiedział na to, że bardzo byłby rad, jeżeli z nim.
Zaśmiałam się, a Tom dostał jakimś T-Shirt’em po głowie od Billa.
Hmmm... Ale bliźniacza miłość...
Gucio wyjaśnił, że jak na razie to oni wszyscy razem spali w jednym pokoju, ale teraz on z Georgiem mogą się wynieść do drugiego i mogę spać w pokoju z kim chce, albo samotnie w drugim pokoju.
Nie wiedziałam, co mam wybrać, bo wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli, jakby od tego, co powiem zależało ich życie. Jeśli wybiorę osobny pokój to trochę będzie mi samej nudno, no, ale będzie przynajmniej bez podejrzeń o niewiadomo, o co. Ehh... Trudny wybór. No, ale może będę miała możliwość zobaczenia bliźniaków w gaciach... W końcu na własne oczy się przekonam jakie noszą majtasy. :D
- Dobra, biorę to łóżko i lepiej nie przesiadujcie za długo w łazience, bo ja tu powinnam mieć największe potrzeby – powiedziałam groźnym tonem wskazując na pierwsze łóżko po lewej.
- Oj, Amel. Nie wiedziałem, że nasza znajomość rozwinie się w takim tempie – powiedział rozmarzonym głosem Tom.
- Yyy... Jak to? – Zapytałam nieprzytomna.
- Bo to jest moje łóżko – zaśmiał się Tom.
- Co to, to nie – powiedziałam – To biorę następne.
- Ale tamto jest Billa – powiedział Dredek zawiedzionym tonem.
- Jeśli będziesz robił takie aluzje, to będę spała z Billem – zaśmiałam się.
Bill nie zaprotestował. Wow! Czy ja czegoś tutaj nie kumam?
Gustavek i Georg wyszli z pokoju zaśmiewając się raz po raz, żeby załatwić sprawę z dodatkowym pokojem.
- A tak na marginesie... – Wtrącił sk8cik – Chcesz MP4, bo my już mamy swoje sprzęty, a od czasu do czasu przysyłają nam takie różne, elektroniczne... Klocki.
- Klocki? Niech będzie, znaczy się z miłą chęcią przyjmę ten hojny dar – zaśmiałam się i zostałam nowa posiadaczką MP4 firmy Apple.
- No ale teraz musisz mi dać buziaka – uśmiechnął się Tom.
Już miałam go pocałować w polik, kiedy Bill krzyknął: Ale to do mnie przyszło, a nie do ciebie, Tom!
Yyyy... Znowu mam zawieszenie systemu...
- Nie martw się - powiedziałam, gdy pocałowałam już Dredeczka – Tobie też dam.
I Billa też pocałowałam. Heh...
Przyszli chłopcy i oznajmili machając kluczami, że z nowym pokojem nie było problemów.
Przypomniało mi się, że Nico prosiła mnie o autografy od składu, więc przy okazji poprosiłam
ich wszystkich o podpisy z dedykacja dla niej.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Georg otworzył, a tam wyskakuje gościu w garniaku z wózkiem z owocami i mówi: Witam. Obsługa hotelowa. Czy państwo mają ochotę na świeże owoce?
Skinęłam głową, że tak i srebrna taca powędrowała na stół.
... Czy państwo za godzinę zejdą do restauracji na kolację, czy mam ją podać do pokoju?
Jednogłośnie odpowiedzieliśmy, że do pokoju. Nawet ja nie miałam ochoty dzisiaj się stąd ruszać.
Gościu wystawił rękę po napiwek, a ja podeszłam do niego, uśmiechnęłam się słodko i dałam mu cukierka, którego znalazłam w talerzyku na stoliku. Wymusił uśmiech i zamknął drzwi.
- Ostra jesteś – skomentował moje zachowanie Bill.
- Dzięki – odpowiedziałam ze smilem.
- Taka jak lubię – powiedział Tommy, po czym całe towarzystwo spojrzało się na niego jakby go widzieli pierwszy raz w życiu.
Zadzwoniliśmy do recepcji, gdzie przekierowali nas do kuchni, żeby złożyć zamówienia na kolację. Ja chciałam sajgonki z sosem słodko-kwaśnym.
Na szczęście obsługa hotelu w kwalifikacjach język niemiecki zaznaczony ma na zielono (czyli umią :P), więc nie musiałam niczego tłumaczyć.
Reszta zamówiła chińszczyznę. Szkoda, że nie sushi. Heh... :P
Usiadłam z powrotem przy stole i włączyłam notebooka. Skoro mam już MP-czwórkę to trochę ją zapełnię. Zgrałam piosenki LaFee, Pussycat Dolls, Cassie, Beyoncé, Nadiyi, Kelly Clarkson, Christiny Aguilery, Britney Spears (obowiązkowo „I love Rock and Roll”), Killerpilze, Shakiry, Alexz Johnson i oczywiście Tokio Hotel i jeszcze paru innych wykonawców. Pamięci zostało całkiem sporo, więc zasiliłam ją jeszcze klipami oraz fotkami. W archiwum znalazły się jeszcze fotki z impry po koncercie. Powiem tyle, sprzęt full wypas. Musiałam go wypróbować i się nie zawiodłam. Zgrywanie muzy zajęło mi chyba z godzinę, bo było tego sporo.
Znowu nasz spokój zakłóciło pukanie do drzwi. Gostek w garniaku przyniósł kolację. Byłam bardzo głodna, więc od razu rzuciłam się na swoje kluchy. Chłopcy dostali małego wytrzeszcza gałek ocznych, ale po chwili sami zaczęli jeść. Kluchy były dobre, chociaż jadłam lepsze, więc powiem tak: ujdą w tłoku.
Po dwóch kwadransach zjadłam jeszcze gruszkę i myślałam, że pęknę. Gucio zaproponował mi No-Szpę, ale powiedziałam to mi zaraz przejdzie. Położyłam się na łóżku, wydawało mi się, że powieki mam takie ciężkie, a łóżko było takie wygodne i cieplutkie, że zasnęłam.


Miśka 22:55:28 22/06/2008 [komentarzy 8] Komentuj

ODCINEK 17: Wyjazd.

Życzę miłego czytania! :)
***


Obudziłam się o 10:00. Niby nie powinnam się śpieszyć, bo jestem już spakowana, bo nawet się nie wypakowałam jak tutaj przylecieliśmy. Ubrałam się, umyłam i poszłam do kuchni. Nikogo nie było w domu. Mama z tatą wylecieli już do Hamburga, a raczej już tam są. A jak się dowiedziałam z kartki znalezionej na kuchennym stole to dziadkowie są na targu. Zjadłam śniadanie, zamknęłam dom na klucz i poszłam w stronę rynku. Lubię tam chodzić, bo zawsze można spotkać dużo znajomych. No i może sobie coś ciekawego kupię? Tu można wyczaić takie rzeczy jakich się w sklepie nie kupi. Dziadka z babcią znalazłam przy stoisku z warzywami. Ja zaczęłam się oglądać za jakimiś szortami, bluzką i może strojem kąpielowym, bo przecież jadę nad morze i może się trafi okazja kąpieli w Bałtyku, a ja nie posiadam czegoś takiego jak strój kąpielowy. Po piętnastu minutach znalazłam zajefajną bluzkę na ramiączkach z trzema plakietkami. Później zakupiłam dwie pary szortów, jedne w oliwkowozielonym kolorze, a drugie błękitne. Największy problem był z kostiumem. Znalazłam jeszcze dwie bluzki, a fajnego stroju dalej nie widziałam. Wtem moja babcia zobaczyła niebieski strój wiązany na szyi, a majtochy były takie fajne z marszczeniami po bokach, że wyglądały jakby były normalnymi spodenkami, a nie majtasami od kostiumu. Zakupiłam jeszcze szare spódniczkoszorty, czyli tak jakby króciutkie szorty, a na wierzchu naszyta spódniczka mini. Jestem bardzo zadowolona z zakupów. J Do domu wróciliśmy o 11:20, czyli jeszcze mam tylko 3 godziny 40 minut. Przypomniało mi się, że kierowca nie wiedziałby na jaki adres ma przyjechać, więc wysłałam Tomowi SMSa z adresem moich dziadków. Zaczęłam się szykować. Spakowałam wszystko co będzie mi potrzebne. Ustaliłam z mamą, że wezmę laptopa, żeby mieć kontakt ze światem. Godzinę później byłam już gotowa. Zrobiłam sobie lekko ciemny makijaż, a włosy związałam w kucyk. Ubrałam oliwkowozielone szorty, żółtą bluzkę z żyrafą i czarne trampki do kostki z białą czachą. Zjadłam obiad, a potem deser, bo babcia powiedziała, że pewnie zjem coś dopiero dużo później. Babcia trochę się martwiła tym, że będę sama jechać, a dziadek ją uspokajał, że jestem już duża i nic mi przecież nie grozi. Bo to prawda.
- Dein kleines Mädchen es ist groß - powiedziałam babci z uśmiechem, chociaż nie wiem czy zrozumiała.
- Wiem, Kochanie, ale zawsze się martwię gdy ktoś wyjeżdża.
Pocałowałam babcie w policzek i usiadłam na krześle. Mój bagaż czekał już koło drzwi. Od drugiej po południu siedziałam jak na szpilkach i ciągle sprawdzałam czas oraz widok za firanką. Miałam dziwne wrażenie, że coś zostawiłam, chociaż spakowałam wszystko, bo sprawdzałam z trzy razy. Drugim dziwnym wrażeniem było to, że babcia była smutna. Nie chciałam, żeby się smuciła dlatego, że wyjeżdżam. Obiecałam jej, że zadzwonię kiedy już dojadę i będę dzwonić codziennie, tylko że nie wiem jak długo mam być w Gdańsku :P Równo o 15:00 pod dom podjechał czarny bus z szarym znakiem Tokio Hotel na szybie. Kierowca zatrąbił i wyszedł, żeby zabrać mój bagaż. Babcia i dziadek wyszli na dwór, żeby się ze mną pożegnać. Uściskałam ich mocno i wsiadłam do busa. I odjechaliśmy.

Miśka 15:26:04 3/07/2007 [komentarzy 3] Komentuj

ODCINEK 16: Rozmowa

No, Kochani... Wreszcie powróciłam. Może nie na dobre, ale na wakacje. Mam teraz dostęp do neta i multum odcinków w pamięci.To zacznijcie przypominać sobie literki [wiem, że są wakacje i od szkoły trzeba odpocząć, ale...] i rozkręcajcie się z czytaniem, bo zamierzam umieszczać kojelne notki. Nie chcę, żeby było pod nimi pusto, więc się postarajcie. Ich liebe Euch! Und freue lesen. :*
***


Na obiad był pieczony kurczak, ziemniaki i jakaś zielona sałata. Nałożyłam sobie udko i trochę zielenizny, bo za ziemniokami to ja jakoś nie specjalnie. Wszyscy milczeli, nie chciałam powiedzieć mamie o zaproszeniu tak na odczep, muszę wymyślić jakąś taktykę, żeby na pewno się zgodziła. Może po kolacji? Albo po podwieczorku? Sama nie wiem... I jak się do tego zabrać? Przecież nie mogę okłamać mamy, że jadę sobie do Gdańska do koleżanki jakby nigdy nic. Nawet nie wiem ile tam miałabym być i pewnie mama chciałaby jakiś namiar do tej „koleżanki”. Wszystko by się wydało i byłoby jeszcze gorzej, bo pewnie dostałabym jakiś okropny szlaban. Albo co gorsza areszt do końca życia. No ale, przecież nie mogę jej też tego powiedzieć, wprost na przykład: Mamo, chciałabym sama pojechać do Gdańska do moich kumpli, nie wiem ile tam będę, nie znacie ich, ale to nic, bo ja ich ledwo znam, no i oni są gwiazdami rocka, ale to przecież nic takiego. To jak, mogę jechać?
Za taki tekst to mogłabym już się pożegnać z wyjazdem. Więc, jak już mówiłam, albo nie mówiłam i teraz mówię, że taktyka jest bardzo ważna.
- Co tak milczysz Kochanie? - zapytała mnie babcia.
- A nic babciu, po prostu myślę.
- To nie myśl, tylko jedz, bo ci obiad stygnie.
No jasne, jakby teraz jedzenie było najważniejsze. Jeszcze piętnaście minut męczyłam się z obiadem, po tym jak wszyscy zjedli. Dziadek czytał gazetę, mama sprawdzała coś w internecie, tata słuchał, o dziwo mojej MP-trójki(?), a babcia zabrała się za sprzątanie po obiedzie. Gdy się uporałam z paskudną sałatą, chciałam jej pomóc, ale powiedziała, że nie trzeba. Poszłam do swojego pokoju i zastanawiałam się, czy się jednak wypakować czy nie. Wyszło na to, że jednak ta sprawa została nie rozwiązana. Wysłałam parę SMSów do znajomych. Okropnie mi się nudziło i ciągle żyłam w niepewności przez co strasznie się stresowałam. Pozbawiona dwóch najbardziej użytecznych rzeczy(laptopa i MP-trójki) czułam się dość dziwnie. Jakoś nijako, bezbarwnie. Położyłam się na łóżku. Może teraz będę mogła trochę odespać, bo nikt nic ode mnie nie chce. Kręciłam się chyba z dwie godziny, ale w końcu zasnęłam. Najbardziej lubię sny, kiedy nic mi się nie śni(a przynajmniej nie pamiętam). Taka czarna dziura w pamięci. Wtedy najbardziej się regeneruję. Chociaż słodkie są też takie sny, kiedy śni ci się coś miłego. Wtedy jest spoko i żałujesz, że się obudziłeś. No ale, jakieś głupie sny, w których krąży się bez celu to strata czasu, bo po przebudzeniu czujesz jakbyś w ogóle nie spał. Szkoda tylko, że nie można wybierać jak typ snu się chce śnić. Mi na szczęście przytrafił się ten z czarną dziura, czyli nic. Gdy się obudziłam, akurat mama zapukała do moich drzwi i zawołała mnie na podwieczorek. No dobra, powiem jej po nim. Jeśli się nie zgodzi, to będę ją tak długo szantażować, aż się w końcu zgodzi. J Dobra taktyka :P Zeszłam na dół. W całym przedpokoju czuć było zapach szarlotki, a w kuchni to już nie można było wytrzymać. Cóż za rozkosz dla węchu i dla smaku też :P Ciastko pyszne. Nawet nie potrafię tego opisać, ale co ja się będę tu rozczulać kiedy przede mną ważna misja: ROZMOWA Z MAMĄ O BARDZO TAJNEJ SPRAWIE. Wtem mama zawołała mnie do siebie.
- Kiedy spałaś tata dostał ważny telefon. Musi wracać do firmy, bo doszedł do niego przeciek, że pracownicy planują strajk. Wrócę razem z nim, więc zostaniesz u dziadków - powiedziała mama, a mnie zatkało.
- Tak, ale... - wydusiłam z siebie.
- Yyy... jakie „ale”?
- No, chciałam z tobą porozmawiać o pewniej sprawie - powiedziałam niepewnie.
Mama siedziała z miną na twarzy „Wal śmiało Kochanie. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni”. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam: Wiesz, że na imprezie po tym koncercie, na którym byłam, poznałam tych chłopaków z zespołu.
- No wiem i co w związku z tym? - zapytała zdziwiona mama.
- No, właśnie tak. Znaczy się zadzwonili do mnie, czy nie chciałabym do nich przyjechać, a raczej do Gdańska, bo tam teraz są. No i ja bardzo bym chciała, no ale nie wiem ile tam bym miała być. I czy się zgadzasz?
- Ja? Czemu ja? - zapytała mama.
- Dlatego, że jesteś moją mamą? - teraz to ja nie wiedziałam na czym stoję.
- Mnie tu praktycznie nie ma, bo wylatujemy z samego rana, teraz jesteś pod opieką dziadków, to z nimi gadaj.
Zatkało mnie. Mama zrzeka się tymczasowo praw rodzicielskich?! I jest z tego zadowolona?! Sorry, ale nie kminie tego.
- Więc się zgadzasz?
- Ja tu nie mam nic do gadania, porozmawiaj z babcią - oznajmiła z uśmiechem.
- Mamo, kocham cię!
Rzuciłam się mamie na szyję.
- Też cię kocham Słonko, ale to i tak cię nie zwalnia z zapytania babci - zaśmiała się mama.
Trochę to zagmatwane i za bardzo nie wiem o co chodzi. Czyli tak, mama się zgodziła, ale zgodzić ma się jeszcze babcia? Czy ja już postradałam zmysły? Nie kumam, ale poszłam do babci. Właśnie robiła coś na drutach. Na drutach? W środku lata? Czy ktoś zrozumie moją rodzinkę?
- Babciu, jest taka sprawa. Mama odesłała mnie z kwitkiem do ciebie.
- Słucham cię Kotku - powiedziała babcia spoglądając zza okularów.
- No bo, jest taka sprawa, że zostałam zaproszona przez moich przyjaciół do Gdańska. Nie wiem na jak długo, ale bardzo mi na tym zależy. I chciałabym, żebyś babciu się zgodziła.
- Szkoda. Myślałam, że teraz kiedy twoi rodzice wyjadą będziemy miały trochę czasu dla siebie. Ale skoro ci na tym tak bardzo zależy...
- Och, babciu! Jesteś najlepszą babcią na całym świecie!
Uścisnęłam ją mocno i babcia tylko zapytała: Kiedy wyjeżdżasz?
- Tego dokładnie nie wiem, ale jak zadzwonię to na pewno się dowiem.
Skakałam z radości! W podskokach poleciałam do mojego pokoju i skoczyłam na łóżko. Znalazłam numer Toma i przez dwie sekundy patrzyłam na telefon nie mogąc uwierzyć we własne szczęście. JADĘ DO CHŁOPAKÓW! Do Tokio Hotel! Nie do Japonii, ale do Gdańska! Wow! To będą najlepsze wakacje mojego życia. Już są, bo jakby nie patrzyć to już byłam na koncercie ukochanej kapeli, byłam na przyjęciu po koncercie, gdzie ich poznałam. Zrobiono nam biste zdjęcia i opublikowano je w internecie i tysiące dziewczyn nam(bo mi i Sarah) tego zazdrościły, wymieniłam się numerami z najbardziej seksownymi bliźniakami na świecie i teraz mam jeszcze pojechać, żeby się z nimi spotkać w Gdańsku. I coś czuję przez skórę, że to nie będzie tylko jeden dzień! Dobra to ja dzwonie do Toma, podniecać się będę kiedy już wszystko ustalimy. :P Po raz kolejny dzisiaj wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Cześć Tom - powiedziałam z radością w głosie.
- O cześć Amy - powitał mnie sk8cik - Chcesz przekazać mi, to znaczy nam radosne wieści?
- No jasne. Mogę przyjechać! Jak ja się cieszę! WOW! - wykrzyczałam z radości.
- To super! Już nie możemy się doczekać, żeby się z tobą spotkać. Kiedy chcesz przyjechać, to wyślemy ci transport?
- To może jutro? Pasuje wam? - zapytałam dalej się uśmiechając.
- Jasne, może być o trzeciej po południu?
- Okay.
- To o szóstej będziesz już z nami. To tylko 24 godziny. Wytrzymamy.
- No to extra! To na razie. Paaaaa. - pożegnałam się.
- Cześć.
- Ahaa... Pozdrów tam wszystkich, żeby nie było.
- Jasne, pozdrowię. Nara.
Znów zaczęłam skakać z radości.
Zadzwoniłam do Nico.
- Cześć Słonko - walnęłam na powitanie.
- No hej.
- Jadę do nich! - krzyknęłam w słuchawkę.
- No to super extra bombastycznie! - ucieszyła się Miśka.
- Dosyć fajne określenie - zaśmiałam się - Jak tak będę to od razu poproszę ich o autografy dla ciebie .
- Dzięki. Jesteś kochana.
- Nie ma sprawy, czego się nie robi dla przyjaciół.
- No to nara i życzę miłej podróży.
- Dzięki, pa.
Rozłączyłam się. Czeka mnie jeszcze jedna rozmowa. Z Sarah. Na pewno będzie żałować, że nie będzie tam mogła być ze mną, a raczej z Guciem, bo wiecie miedzy nimi coś jest, jakaś chemia czy coś. Wykręciłam jej numer, usłyszała dwa długie biiip i w końcu Sarah’ę: Hejo.
- Cześć Kotku - przywitałam się - Mam dla ciebie wieść.
- Co jest? - zapytała Sarah’cia.
- Jutro jadę do Gdańska - powiedziałam ze śmiechem.
- No i? Co w tym nadzwyczajnego?
- No tam są chłopcy, jadę się z nimi spotkać.
- Ooo... a ja? - zapytała z oburzeniem kumpelka.
- Mnie zaprosili, a Gucio ciebie nie?
- No zaprosił mnie, ale powiedziałam mu, że nie mogę. Wiesz, jacy są moi rodzice. Śmieję się po prostu. Baw się dobrze, tylko musisz mi potem o wszystkim dokładnie opowiedzieć.
- Jasne. W związku z tym mam przekazać Gustavowi super big całusa od ciebie? - zażartowałam.
- Odwal się od Gucia - zaśmiała się Sarah.
- Ale między wami wszystko okay? - zapytałam już całkiem poważnie - Czujesz coś do niego?
- Jasne, a przynajmniej tak myślę. Dzwonimy do siebie prawie codziennie. Niedługo zbankrutujemy, bo zdarzają się całkiem długie rozmowy. A co do tego co do niego czuję... Nie wiem, po prostu nie wiem. Jeszcze nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłam. To coś dziwnego, serce mi biło jak oszalałe, na początku nie mogłam jeść, ale teraz już jem normalnie, wszystko się uspokoiło. Jednak cały czas czuję się dziwnie, nieswojo, chociaż w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam nadzieje, że ta reakcja nie jest tylko z mojej strony, bo Gustav jest kimś dla mnie bardzo ważnym i też chciałabym być kimś takim dla niego.
- O mamo. Nie wiedziała, że jest tak źle. Wpadłaś po uszy, kobieto. Tak swoją drogą to ja sama nie wiem jak jest ze mną i bliźniakami. Wszystko jest takie dziwne... no ale przecież za mało ich znam, żeby powiedzieć co jest. Jak serce wyśle mi jakieś S.O.S. to dam ci znać. - zaśmiałam się.
- Dobra, to kończmy, bo faktycznie i ty zbankrutujesz - pożegnała się Sarunia.
- No, pa. Zadzwonię jak będę już z nimi.
Zeszłam na dół, żeby oznajmić, że wyjeżdżam jutro o piętnastej, a babcia podała kolację. Tylko 22 godziny.

Miśka 23:11:31 2/07/2007 [komentarzy 0] Komentuj

ODCINEK 15: U babci...

Samolot mieliśmy o 6. rano, więc musieliśmy wstać wcześnie. Ja oczywiście o mało co bym zaspała, bo mama nie mogła mnie dobudzić. Zdążyłam tylko umyć zęby, ubrać się w byle co i pędem ruszylismy na lotnisko. Czekaliśmy tylko 15 minut. Lot trwał półtorej godziny, zniosłam go bardzo dobrze (o dziwo nie mam choroby lokomocyjnej, morskiej i oleku przed lataniem), czego nie można powiedzieć o mamci. Większość lotu spędziła w toalecie. O 7:30 gładko wylądowaliśmy na lotnisku w Koszalinie (" O jak dobrze już koniec"- to słowa mojej mamy, a mi się tam podobało, no ale w końcu latałam już parę razy, więc zdążyłam się przystosować). Coś musiało mi się przewidzieć, bo zobaczyłam wysokiego chłopaka w białej bluzie z kapturem na głwowie, spod którego trochę wystawałay czarne włosy z białymi pasemkami. Chłopak odwrócił się, okazało się, że to jednak nie Bill.
- JUz niedługo go zobaczysz - powiedziałam sobie w duchu - Zobaczysz ich wszystkich.
Trochę długo musieliśmy czekać aż zwrócą nam nasze bagaże, a potem busem pojechaliśmy do Sławna (to takie małe coś między Koszalinem a Słupskiem), bo tam właśnie mieszkają moi dziadkowie. Podróż busem na szczęście trwała tylko pół godziny, bo strasznie zachciało mi się siusiu. Gdy juz dojechaliśmy, pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do łazienki. Gdy siedziałąm na klopie zadzwoniła mi komórka.
- Cześć Słonko - usłyszałam znajomy głos w słuchawce.
- No cześć Sarah'ciu. Już się za mną stęskniłaś?
- Już? Nie, jeszcze chyba nie - zaśmiała się - Dzwonie do ciebie w pewniej sprawie., widziałaś opisy do zdjęć z klubu na stronie www.photonews.de ?
- No, widziałam - powiedziałam spokojnym tonem.
- I co o nich myśleisz, bo ja jakoś nie czuję się komfortowo w tej sytuacji.
- A ja na to co oni tam wypisują sikam ciepłym moczem, i dosłownie i w przenośni.
- Aha. A co ty eraz robisz?
- No, sikam - zaczęłam się śmiać - Dobra, muszę już kończyć, bo ktoś dobija się do drzwi.
- No, pa.
Rozłączyłam się.
Widocznie dziadka też przypiliło, bo nawet na mnie sie spojrzał kiedy otworzy łam drzwi, żeby wyjść.
Przywitałam się z z babcią, z robiła przepyszne naleśniki. Zjadłam chyba z pięć. Mnaimmm... Z kieszeni bluzy wyjęłam komórkę. Wybrałam numer mojej kumpeli, która mieszka w Sławnie i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nazywa się Michalina, ale woli kiedy mówi się jej Nicol, bo uważa, że jej imię jest przedpotopowe (a tak na marginesie, to Nicol dlatego, że po angielsku oznacza własnie Michalinę... A tak przynajmniej twierdzi jej nauczycielka z kursu języka angielskiego).
- Cześc Misia!
- O cześć, Amy! Co tam u ciebie? - zapytała Michalina.
- A nie zgadniesz, jestem właśnie u dziadków.
- No to super - krzyknęła mi w słuchawkę -Masz czas, żeby się spotkać?
- Jasne, dla ciebie zawsze. To o której?
- Może za pół godziny koło "Tiramisu"?
- Okay. No to za poł gpdziny.
Szybko się przebrałam i zabrałam ze sobą MP-trójkę. Powiedziałąm rodzicom gdzie idę, a oni na to, że na paweno mogą się mnie spodziewać nie wcześniej niż na kolacji.
No tak, jak idę tutaj gdzieś wyjść to zawsze długo mnie nie ma, chociaż że tutaj nie ma nawet gdzie pójść, no ale bywam tutaj tak często, że chyba można mi tu wybaczyć, bo chcę się nagadać z kumpelami.
Po 15 minutach byłam na miejscu. Po kilku minutach przyszła Nicol i kupiłyśmy sobie cytrynowe lody w "Tiramisu". Poszłyśmy przejść się koło placu zabaw, miejsowej szkoły i potem wokół stawów. Nie mogłyśmy się nagadać, Michalibna strasznie się zmieniła przez te pół roku ( byłam ostatnuio w Sławnie na Boże Narodzenie). Przefarbowała włosy, zmieniła sty, w ogóle nie ta dziewczyna. Gdyby nie ten zabójczy uśmiech to bym jej nie poznała,
Po trzech godzinach chodzenia wogół największego stawu rozbolałaby nas na tyle nogi, że postanowiłyśmy sobie uśiąść na ławeczce. Przypomniało mi się, że miałąm zadzwonić do Toma, gdy tylko będę w Polsce. Ale postanowiłam napisać SMSa, bo w końcu nie wiem, czy będzie mógł rozmawiać. Po kwadransie od wysłania wiadomości zadzwonił do mnie.
- Cześć Amel! - powitał mnie Dredek.
- No, cześć Tom, jak już wiesz jestem już w Polsce - powiedziałam.
- To świetnie, Tylko czemu wysłałaś mi SMSa, a nie zadzwoniłaś?
- No wiesz, może nie miałbyś czasu...
- Aha. No, ale się nie przejmuj, bo teraz mamy trzy dni wolnego i trochę się nawet nudzimy. Aaa... Bill się pyta co u ciebie słychać?
- U mnie wszystko w pożądku, tylko nie mogę się doczekać kiedy się znów spotkamy.
- Najlepiej jak najszybciej i zapytaj się rodziców, kiedy będziesz mogła do nas przyjechać - zaskoczył mnie Tom.
- Eeeee... Dzięki, porozmawiam z nimi o tym wieczorem i na pewno oddzwonię.
- No, to pa.
- Pa, pa - pożegnałam się.
Jezuuuuuuuuuu... Tom mnie zaprosił!!! Jak się cieszę! No wiem, że wszyscy chcą, żebym przyjechała, a on tylko mówił w ich imieniu... Matko, super! Zaraz pędzę do domu, żeby pogadać ze starymi. Tylko niech się nie zgodzą, to ucieknę z domu i i tak pojadę. Muszą się zgodzić, bo im tego nie wybaczę do końca życia!
- Amel? - wyrwała mnie z rozmyśleń Nico.
- Yyy... tak? - zapytałam dziwnym głosem.
- Sorry, że słyszałam całą twoją rozmowę. Nie skumałam wszytskiego, no ale ma się tą czwórkę z deutscha, więc... no więc, czy to był Tom Kaulitz z Tokio Hotel??!! - zapytała z niedowierzaniem.
- No tak, wydaje mi się, że tak.
- Wow! Jak go poznałaś? Słyszałam, że Billa też, więc pewnie ich wszytskich...
- Oj, za dużo by opowiadać, no ale poznałam ich na imprezie po koncercie. Tak, znam ich wszystkich i jak słyszałaś chcą, żebym do nich przyjechała! - wykrzyczałam z uśmiechem.
- No to masz super! Tylko, żeby się twoi rodzice zgodzili... Aha, mogłabyś wziąć od nich autografy dla mnie? Bardzo ich lubię, można powiedzieć, że są ucieleśnieniem moich marzeń, tworzą super muzykę.
- Wiem. Dobra, jak starzy się zgodzą to pewnie, czemu nie, wezmę od nich te autografy, tylko teraz trzeba się modlić, żeby się zgodzili.
Moja komórka zadzwoniła kolejny raz. Na wyświetlaczu pojawił się numer mamy.
- Oho... Już coś czuję, że zbliża się poważna rozmowa - powiedziałam Michalinie i zaakceptowałam rozmowę.
- Tak, mamo? - zapytałam.
- Mogłabyś już przyjść? Zaraz będzie obiad.
- No, dobra, okay. Muszę jeszcze z wami poważnie porozmawiać.
Pożegnałam się z Nicol i o czternastej byłam już w domu.

Miśka 14:23:40 27/10/2006 [komentarzy 8] Komentuj

ODCINEK 14: Wiadomość i wyjazd.

Dwa dni później czyli tydzień po koncercie zadzwonił do mnie telefon. Numer nie był mi znany, bo nie wyświetliło się kto zdzwoni. Odebrałam.
- Cześć Amel – powiedział znajomy głos.
- No cześć Tom. Co tam słychać? – zapytałam zdziwiona, że to on dzwonił.
- No nic ciekawego. Mamy trochę dużo pracy. Bill chciał, żebym przeprosił cię w jego imieniu za to, że tak cię spławił.
- Nie no, nie ma sprawy – powiedziałam trochę drżącym głosem.
To bardzo miłe z jego strony. Znaczy ze strony Billa, no ale Toma też skoro to on mnie przeprasza.. ;P
- Pamiętasz te fotki, które nam robiono na imprezie? – zapytał Dredzik.
- No jasne, jak mogłabym zapomnieć – powiedziałam uśmiechając się sama do siebie.
- No właśnie jest tu taki mały problem. Pojawiły się na stronie www.photonews.de i są tak, a nie inaczej skomentowane. Mam nadzieje, że nie będziesz miała przez to przykrości – powiedział spokojnie Tomu$.
- Zaraz looknę – powiedziałam – Widziałam na waszej stronie, że macie teraz trzytygodniową przerwę przed następnym koncertem w Hanoverze. Co będziecie wtedy robić?
- Na pewno odpoczywać – zaśmiał się Tom – w między czasie jedziemy do Polski zagrać jeden jedyny koncert w Gdańsku. A potem, nie wiem. Może jakieś wczasy…
- Heh… wy to macie dobrze, – powiedziałam – no ale w końcu należy się wam odpoczynek. Zaraz, zaraz powiedziałeś, że będziecie w Gdańsku?
- No tak, dokładnie tam.
- Ja niedługo jadę do Polski, na pomorze do babci. Może była by okazja na spotkanie?
- Jasne, było by świetnie – odpowiedział rozweselony Dredek.
- No to będziemy w kontakcie? – zapytałam z nutką niepewności w głosie.
- Jasne.
- No to wezmę bluzę – zaśmiałam się.
Pożegnaliśmy się i się rozłączyłam. Super! Nawet, kiedy będę w Polsce będę mogła się z nimi spotkać.
Wpisałam w przeglądarkę adres podany przez Toma. Otworzyła się strona, na której nowe wiadomości przekazuję się przez zdjęcia czyli typowa dla robota Paparazzi. Kliknęłam na dzisiejsze newsy. Tom mówił prawdę. Zamieszczone były wszystkie nasze zdjęcia łącznie te z naszego pożegnania. Nie wiem, jak to wtedy zrobili, ale zdjęcia są. Pod każdym zdjęciem był komentarz Paparazza wykonującego dane zdjęcie. Co gorsza skomentować to mogły inne osoby. Widać było wiele niezadowolonych komentarzy ze strony zagorzałych, zakochanych do szaleństwa fanek. Największą „popularnością” cieszyły się zdjęcia: całusy Billa i Toma, całus w poliko Billa, całus w poliko Toma, taka fotka kiedy szturchnęłam Billa w bok, taniec z Tomem, ja w czapce Toma podparta o jego ramię, rozmowa z Billem, kiedy była w bluzie Toma (to według fanek była „okropne uwiedzenie bliźniaków” czyli ja niby omotałam Billa i na dodatek Toma…hahaha, tego nie da się ukryć, ale ci nie da rady uwieść), przytulanki na pożegnanie z Tomem, całus w policzek Billa na pożegnanie… czyli prawie wszystkie zdjęcia.
Fanki były oburzone i oczywiście wszystkiemu winne byłyśmy ja i Sarcia. A ona tutaj najmniej zawiniła… Dobrze, że jeszcze nie przychodzą do mnie maile z wyzwiskami i tekstami typu „Bont na stos” itp. [Dla pewności sprawdziłam pocztę] No jak wrócę z Polski, to ta sprawa chyba trochę ucichnie. :P Mam nadzieję, bo tego nie zniosę. Te fanki zachowują się tak jakby Tokio Hotel było ich własnością i tylko one miały do niego prawo, ale przecież i tak między nami(Sara i ja)a TH nic nie zaszło to więc o co tyle krzyku…? Nie kminie takich ludzi.
Mama wparowała do mnie do pokoju (szybko zminimalizowałam stronę, wolę nie mieć bury w domu za to, że tylko zapoznałam się z TH, według innych ludzi, których tam nie było to była coś o wiele, wiele więcej niż tylko znajomość) i oświadczyła mi, że jutro wyjeżdżamy do babci. JUPI! Zaczęłam się pakować, bo wyjazd miał być z samego rana.



***
Poproszę o dużą porcję komentarzy :D I niestety mam złą wiadomość. Na czas nieokreślony muszę przerwać pisanie notek, ponieważ będę odłączona od internetu. Jedynym kontaktem ze mną bedzie kom (podaję numer moze komus by sie zachciało złozyc mi zyczenia urodzinowe które są mile widziane 6 pażdziernika, 663752918). Jak już "powrócę" postaram się nadrobić pisanie. Trzymajcie kciuki, żebym szybko do Was powróciła :) Dzięki wszytskim za to, że cały czas byliście ze mną...Dziękuje bardzo Mojemu Słoncu- Snickersikowi i Skarbkowi- Staniu7, no i wszystkim, wszytskim... Dobra kończe już bo zbiera mi się na płakanie... Pa, 3majcie się.

P.S. Że mnie tu nie ma to nie znaczy, ze macie nie komentowac :D
P.S.2 Niech ktos do mnie czasem wysle esa, bo bedzie mi tak smutno i źle bez Was... :*

Miśka 01:47:15 29/08/2006 [komentarzy 9] Komentuj

ODCINEK 13: Zaproszenie.

Proszę o to następna notka... Ma być dużo komici... :D
***



Otworzyłam pośpiesznie okienko i oczom moim ukazał się taki oto tekst:

Cześć Amel, pewnie nie wiesz kim jestem, ale zaraz Cię oświecę. No więc jestem Damian Rodriguez. Będę teraz mieszkał u mojej ciotki, Wendy Peterson. Mam 19 lat i teraz będę studiował dziennikarstwo. Może chciałabyś ze mną gdzieś wyjść? Mogłabyś mnie oprowadzić po tym pięknym mieście, bo jestem tutaj dopiero drugi raz w życiu. Czekam na odpowiedz. J
Damian

P.S. Mam twój adres od ciotki(ma adresy wszystkich w okolicy :P).



Trochę mnie zamurowało. Heh… to ma być jakiś żart? No dobra niech mu będzie. Odpisałam mu, że mogę się z nim spotkać za pół godziny. No i poszło.
Ubrałam się w dżinsowe rybaczki i bluzkę w czarno-białe paski.. Zrobiłam sobie „ciemny” makijaż. Muszę przyzna, że bardzo mi się on spodobał. Chyba będę robiła go sobie na co dzień. :P Pomalowała usta czerwoną szminką. Zwykle tego nie robię. Heh… ale efekt był zdumiewający. Wyglądałam super! Poszłam do kuchni coś przegryźć. Napisałam kartkę rodzicom, że idę oprowadzić sąsiada po mieście. Gdy właśnie zakładałam moje tramposzki(takie do kostki z białą czachą) zadzwonił dzwonek do drzwi. Oczywiście stał w nich Damian. Przedstawił mi się już bardziej oficjalnie i poszliśmy w miasto. Rozmawiało nam się dosyć dobrze. Na wiele tematów mieliśmy takie samo zdanie i patrzeliśmy pod tym samym kątem. Dowiedziałam się też, że nie lubi Tokio Hotel. Po prostu – nie lubi, nie to że nienawidzi ich. Nie trawi? No dobra, nie każdy musi lubić mój ukochany zespół, przecież jak różni są ludzie tak różne są ich gusty.
Na początku poszliśmy do parku, a potem oprowadziłam go po mieście, oczywiście, że nie po całym, bo to zajęło by nam chyba z trzy dni, :P ale po najbliższej okolicy. Stwierdził, że bardzo mu się tutaj podoba, i że chciałby tutaj zamieszkać na stałe. Mi to nawet nie przeszkadza. ;P Na koniec naszej wycieczki poszliśmy na lody do najlepszej lodziarni w okolicy.
Sesja Damiana zaczynała się dopiero za parę dni, więc codziennie się spotykaliśmy i chodziliśmy na miasto. A to do parku, do centrum handlowego, do kina, na pizze… Miło razem spędzaliśmy czas można powiedzieć, że nawet się zakumulowaliśmy. :P Dziwiło mnie tylko jedno, że on zamiast przygotowywać się do wykładów łaził wszędzie z mną. Raz czy dwa nawet poszliśmy razem na dyskotekę. Oczywiście gdyby nie on to by mnie nie wpuścili, bo jestem za młoda. :P On twierdził, że na naukę będzie miał jeszcze dużo czasu, a teraz może się trochę zrelaksować i zabawić. Pewnie, kto by chciał cały czas myśleć o zakuwaniu i egzaminach.
Wróciłam do domu po popołudniu w kinie. Byliśmy na bardzo fajnej komedii. Spojrzałam na wyświetlacz komórki, dochodziła czwarta po południu. Mama krzątała się w kuchni, a tata był w pracy.
- Odgrzać ci obiad, Amel – zapytała mamcia.
- Jasne, jestem głodna jak wilk – odpowiedziałam idąc do łazienki, żeby umyć ręce.
Kto by się najadł popcornem? Zjadłam dwa dania, stawiłam talerze do zmywarki i poszłam do swojego pokoju. Zalogowałam się na ICQ. Nikogo znajomego niestety nie było. Weszłam na portal internetowy, żeby sprawdzić co się dzieje w świecie. Jak zwykle nic, czyli to samo. Polityka, polityka i jeszcze raz polityka. Mam jej po dziurki w nosie. Coś mnie tchnęło, żeby wejść na stronę poświęconą muzycznego show-biznesowi. Wiecie, jakieś plotki, wiadomości i te sprawy. Beyonce wydała nowy singiel, Paris Hilton zachęca do wstrzemięźliwości seksualnej(!!!), mąż Britney Spears, Kevin Federline został posądzony o gwałt na pokojówce w hotelu.
I co jeszcze? Zagapiłam się w widok za oknem. Była taka ładna pogoda. Musza usiadła mi na ręce, na której trzymałam myszkę. Żeby ją zwalić niechcący kliknęłam w button. Otworzyła mi się strona Tokio Hotel.
- Przecież Bill miał do mnie zadzwonić – pomyślałam sobie – pewnie zapomniał, albo nie miał czasu. A może nie ma ochoty na dalszą znajomość?
Musiałam się o tym przekonać i drżącymi rękami wybrałam numer Billa z listy. Po czterech sygnałach usłyszałam jego głos w słuchawce: Przepraszam Amy, ale nie mogę teraz rozmawiać.
I rozłączył się. No ładnie, nie dopuścił mnie nawet do głosu. Ale chyba nie jest tak źle, skoro pamięta moje imię i kojarzy kim jestem. Byłam trochę smutna, ale czego mogłam się spodziewać? Że z niecierpliwością będzie czekał na mój telefon? Przecież i tak to on miał zadzwonić. Życie gwiazdy rządzi się okrutnymi prawami i my zwykli, szarzy ludzie musimy się do tego przystosować.
Przeczytałam parę newsów na ich stronie, między innymi o koncercie, który odbył się w Hamburgu. Następny miał się odbyć za trzy tygodnie w Hanoverze. Chyba mają jakiś mały urlopik, bo zwykle przerwa między koncertami wynosi około czterech dni. No i przecież Hamburg i Hanover są blisko siebie. :P Ach ta moja spostrzegawczość. Chętnie pojechałabym na ich następny koncert, ale jak wiecie nie mam kasy. A bez kasy to lipa. No może bym się zdążyła wyrobić z kasą, żeby ją zarobić na ten koncert., ale mama coś wspominała, że niedługo mamy jechać do babci. A ja właśnie nie wiem, kiedy będzie te „niedługo”. Dobra teraz idę na dół, pomóc w czymś mamie, bo mnie woła.

Miśka 01:40:31 29/08/2006 [komentarzy 2] Komentuj

ODCINEK 12 : Nowy sąsiad

Nowa notka dla Was!
***



Obudziłam się o trzynastej. Sarah jadła już w kuchni śniadanio-obiad. Zeszłam na dół. Strasznie bolała mnie głowa, chociaż nic nie piłam z procentami. Of course oprócz toastowego szampana. Po prostu nie byłam przyzwyczajona do balangowania, a potem odsypiania tego w dzien. Zjadłam zimnego tosta i popiłam kakaem.
- Gucio też lubi kakao – wypaliła nagle Sarcia.
- O Jezu! A może powiedział ci jeszcze jak składa ubrania? W kosteczkę czy może trójkącik? – zapytałam z grymasem.
- Oj nie złośc się, Amy. Czytałam o tym wcześniej w jakiejś gazecie.
Pół godziny później Sarah’y już nie było, bo poszła do domu. Wyszłam w pidżamce na taras, żeby posiedzieć sobie w fotelu bujanym. Pod sąsiedni dom podjechał samochód. Wysiadł z niego wysoki brunet. Był młody, mógł mieć z 18 lat.
Wyjął wielką walizę z bagażnika i potaszczył ją do domu mojej sąsiadki. Otworzyła mu drzwi, była w papilotach. :P
- Och witaj, bratanku – przywitała chłopaka.
- Cześć ciociu. Mama kazała mi serdecznie cię pozdrowić – powiedział i ucałował ciotkę w policzek.
Weszli do środka, ale okno było otwarte więc słyszałam jeszcze jedno zdanie.
- Mam nadzieje, że dobrze będzie ci się tutaj mieszkało podczas studiów.
- A więc nowy sąsiad i na dodatek student – pomyślałam.
Sąsiadka spojrzała na mnie zamykając okno, a ja ze zwykłej grzeczności uśmiechnęłam się do niej kiwnęłam na powitanie głową. Weszłam do domu i poszłam się ubrać. Choć długo spałam dalej byłam zmęczona. Postanowiłam się trochę rozruszać, więc przebrałam się w dres, wzięłam MP3 i wyszłam z domu, żeby trochę pobiegać. Po godzinnym biegu po parku zmęczyłam się i usiadłam na ławeczce. Po kwadransie zauważyłam moją kumpelkę, Angelę. Ona też była wczoraj na koncercie TH, tyle że za strefą V.I.P.-ów. Powiedziała, że widziała mnie i Sarah jak po koncercie szłyśmy z obstawą. Kazała opowiedzieć sobie wszystko ze szczegółami co działo się na imprezie w klubie. Ja oczywiście wiele spraw zataiłam, na przykład nie powiedziałam nic o zdjęciach, a ni o bluzie Toma, a tym bardziej nawet o numerach telefonów, bo zaraz zaczęła by mnie błagać, ze bym dała jej numer do Billa. A jest ona w nim na szaleńczo zakochana, więc lepiej nie ryzykować. A tak w ogóle to obiecałam Billowi, że nikomu nie dam numeru i nie chcę go zawieść. Po półtorej godzinie byłam w domu. Mama oświadczyła, ze mam jej pomóc przy obiedzie. Chcąc nie chcąc musiałam to zrobić. Po godzinie gotowe gotowy. Nałożyłam sobie na talerz dwa ziemniaczki i trochę surówki. Tata zaczął temat wczorajszego koncertu: No i jak ci się podobał koncert, Amy?
- Był zaje… znaczy się był super, normalnie cool wypas – powiedziałam nakłuwając ziemniaka na widelec.
- No to cieszę się, że ci się podobało – powiedział tata – A jak zabawa po koncercie? Widziałem, że się z nimi bliżej zapoznałyście, bo nawet machali wam na pożegnanie.
- Och, tatku. Nie myśl sobie za dużo. Po prostu dobrze nam się rozmawiało. To tylko taka nietypowa znajomość – powiedziałam zawstydzona.
- Jasne, jasne, tak zawsze się zaczyna – zaśmiał się tata.
Mama ciągle milczała. Widać było, że się czymś martwi. Zapytałam ją co jest, ale ona powiedziała tylko, że ma „te” dni.
Okay, okay. Niech jej będzie, ale i tak wiedziałam, że to nie to.
Po obiedzie poszłam do swojego pokoju, żeby sprawdzić pocztę. Na stoliku nocnym leżał notesik. Otworzyłam go jeszcze raz, żeby przyjrzeć się cudnym podpisom. Te dedykacje od bliźniaków są naprawdę super!
Na pocztę przyszły tylko jakiś reklamy. Ale nie… jeszcze jakiś mail!


***
Jak myslicie kto napisał do Amel?

Miśka 22:39:03 27/08/2006 [komentarzy 3] Komentuj

ODCIENEK 11: Czułe pożegnanie.

Chcecie? Macie! Nowa notka specjalnie dla Was. Jak zwykle pozdrawiam Was wszytskich. :* No to czytać i komentowac! ;]
***



W końcu znudziło nam się stanie w zimnie(mi było ciepło, bo przecież zabrałam bluzę Tomowi, ale jej właścicielowi chyba nie :P) i poszliśmy do klubu. To postanowił się trochę rozruszać i wkroczył na parkiet zbajerować jakieś laski. :D To jak najbardziej w jego stylu. Ja usiadłam sobie z Billem na kanapie, a Georg gdzieś wyparował. Zaczęłam gadać sobie z Billem. Dobrze nam się rozmawiało, bo mieliśmy kilka wspólnych tematów do obgadania, między innymi oczywiście muzyka. :] Na sali było trochę głośno, więc przysunęliśmy się do siebie. Mówiliśmy sobie prawie, że na ucho. Jak z pod ziemi znowu pojawił się fotograf i strzelił nam kilka fotek. Teraz wcale nie było mi do śmiechu. Już widzę te komentarze: Sensacja! Nieznajoma z klubu kręci z dwoma Kaulitzami na raz! Jak widzimy na załączonym obrazku szepcze Billowi na ucho miłe słówka, ale to nie wszystko. Widać, że miała też bliższy kontakt z jego bliźniakiem, bo ma na sobie jego bluzę!
Masakra! Mam nadzieje, że bez takich komentarzy się obejdzie. Bill zaproponował, żebyśmy się gdzieś ulotnili. Zgodziłam się i poszliśmy do bufetu. Dołączył do nas Gucio z Sarah i Georg. Tom dalej świrował na parkiecie, ale widocznie żadna „foczka” mu się nie spodobała, bo podszedł do nas. W tej samej chwili Bill gdzieś zniknął. Tom poprosił mnie, żebym dała mu swój numer komóry. Zgodziłam się, w końcu to bardzo fajny znajomy. J No i w dodatku Kaulitz! Gucio tak samo jak Tom ode mnie wziął numer od Sarah. Widać było, że między nimi to może być więcej niż tylko zwykła znajomość. Fajnie. Przyszedł Bill i z nim też wymieniłam się numerem. Bardzo się z tego cieszę. ;) Georg powiedział, że jest już mocno zmęczony. Nawet go rozumiałam. Podczas koncertu dawał tak na basie, że każdy był by zmęczony. Reszta zespołu powiedziała, że też powoli będzie się zbierać do hotelu. My z Sarcią też byłyśmy już zmęczone, chociaż z nimi mogłybyśmy siedzieć całą noc. Zadzwoniłam do taty, żeby po nas przyjechał. O dziwo, nie spał. Powiedział, że będzie za pół godziny. Porozmawialiśmy sobie jeszcze trochę. Zeszłyśmy z chłopakami do holu i nadszedł ten moment! Pożegnanie. Heh… uścisnęłam sobie rękę z Guciem i Georgiem. Sarah z Gustavem to oczywiście wpadli sobie w ramiona. Tom strasznie mocno mnie przytulił. Nawet mi się to spodobało. W końcu coś mi się przypomniało.
- Twoja bluza – powiedziałam rozpinając zamek.
- Nie zdejmuj, oddasz przy najbliższej okazji – odpowiedział z uśmiechem.
Hmm… czy on coś szykuje. Przy następnej okazji? Następna może się już nie powtórzyć. ;P I wtedy na zawsze zatrzymam jego bluzę! Jupi! Heh… Co ja wygaduję? :P
No i przyszła pora na pożegnanie z Billem. Widać, że był trochę smutny, ale nie zrobił takiego gestu, żebym mogła go przytulić. Podeszłam bliżej do niego i dałam mu wielkiego buziaka w policzek. Był taki pachnący i ciepły. Super uczucie! Chwilo, trwaj wiecznie!
Bill uśmiechnął się szeroko i powiedział, ze spróbuje zadzwonić. Wow! Jak ja się cieszę!
W końcu przyjechał tata i wyszliśmy na dwór. Spojrzałam jeszcze raz ostatni na mój ukochany zespół i wsiadłam do auta. Spojrzałam przez szybę. Machali nam na pożegnanie. Aż zakręciła mi się w oku łezka, że mogę już ich nigdy nie zobaczyć. Uśmiechnęłam się do nich przez łzy i odjechaliśmy. Sarah nie odzywała się, myślała chyba o tym co się dzisiaj zdarzyło między nią a Gustim. W myślach ujęłam ten miniony dzień(i noc) w kilku słowach: To był najcudowniejszy dzień w moim życiu! Po prostu bombastycznie! O piątej nad ranem byliśmy w domu, Sarah spała u mnie. Kumpela zasnęła od razu, a ja ciągle nie wierząc w to co się wydarzyło w ostatnich 10 godzinach. Wpatrywałam się ciągle w numer telefonu Billa. A po minucie plułam sobie w brodę, że nie nagrała nawet jednej piosenki na koncercie. Ale to i tak był wspaniały dzień. Zasnęłam trzymając w ręku komórkę i ciągle się uśmiechając.



***
1)Co do przytulanek z Tomem, to moge powiedzieć, ze to mi sie po czeci wydarzyło, bo niedawno (czyt. równo tydzien temu czyli 17.08.br :P) to mi sie przyśniło, a mianowicie takie pożegnanie z Tomem, tylko niewiem czemu z Billem...hmmm... ale ja zawsze mam takie odpały, więc czego tu sie po mnie spodziewac? No, ale z Tomem też moze być :P

2) Pod poprzednią notką dałam Wam link do ściągnięcia filmiku, ale zapomniałam o blokadzie kopiowania :p Teraz już ją wyłanczam na jakis czas, za nim nie dodam tych adresów do "Linków" :P No wiec daje Wam jeszcze do sciągnięcia reportaz o nowym tatuazu Billa :)
Reportaż o nowym tatuażu Billa

Miśka 20:05:25 24/08/2006 [komentarzy 3] Komentuj

ODCINEK 10: Fotki i spełnione marzenie.

No, to mamy małe święto, bo to juz DZIESIĄTY ODCIENEK!!! :) Mam nadzieje, że miło czyta się Wam moje opo. Jeśli ktos jeszcze nie skomentował poprzedniej notki, to proszę niech to zrobi, bo tak troche łyso tylko 2 komenty :P Przesyłam pozdrowionka dla mojego kochanego Snickersika :) I dla wszytstkich też BiG Buziaki :****
Ci, którzy mysleli, że to.... A sami sie przekonajcie, kto miał rację! :P Czytajcie! :]
***



- Hej, wszystko w porządku?
- Tak, w najlepszym. – powiedziałam nawet nie patrząc na chłopaka.
Poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Byłam cała czerwona. Napiłam się wody z specjalnego kranika. Poczekałam z kwadrans, aż moje ciało się uspokoi. Wyszłam na salę. Bill siedział na skórzanej kanapie popijając colę. Wszystko było by super, gdyby nie fakt, że przyczepiły się do niego te dwie „paniusie” oraz 3 dodatkowe „Mapeciątka (to skrót od tapeciar). Gdy przechodziłam obok niego, spojrzałam na niego trochę smutnym wzrokiem.
- Wszystko już dobrze? – zapytał.
- Jasne – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
Wow! To on zauważył to, że się dusze? Ale fajnie… Nagle do głowy spadł mi pewien pomysł. Wyjęłam z mojej wszystko pojemnych kieszeni bojówek mały notesik i marker. Podeszłam do kanapy na której siedział Bill i dałam mu markera i notes oraz walę mu taki tekst: Taka okazja może się już nie powtórzyć.
I posłałam mu super słodki uśmiech.
- Jasne. Wiec dla kogo? – zapytał z uśmiechem.
- Dla Amel.
- Piękne imię – powiedział patrząc mi w oczy – Piękne oczy.
- Dziękuję, twoje też mi się bardzo podobają.
„Paniusie” prychnęły(chyba nic innego nie potrafią ;P), bo widać Bill ze mną się lepiej bawi niż z nimi.
Nagle usłyszałam za plecami kolejny znajomy głos.
- Bill, ale fajne du… - urwał w połowie zdania.
Odwróciłam się do niego a on do mnie powiedział: Cześć.
- Cześć? – zapytałam z niedowierzaniem.
- A wy co tu robicie? – zapytał Tom takim głosem, jakby nas wszystkich tutaj o cos podejrzewał.
- Eeee… No, bo… No… - Bill zaczął się jąkać.
- Bill daje mi autograf – powiedziałam szybko wyciągając Billa z dziwnej sytuacji.
Bill w końcu szybko zadedykował mi swój podpis :P i wcisnęłam notes w ręce Toma.
- Oooo…. Amel….mmm… piękne imię – powiedział Dredek.
Widać, że mają podobne gusty. No to mam już dwa autografy do kolekcji. Heh…. I zawarte dwie całkiem fajne znajomości.
Bill wstał z kanapy. Okazało się, że jestem z nim równa. No i trochę wyższa od Toma.
- Ale jesteś wysoka – powiedział Tom.
- No tak jakoś wyszło – zaśmiałam się.
- My z Billem zazwyczaj nie lubimy dziewczyn wyższych od siebie.
Zapytałam się w duchu: A co z charakterem do jasnej cholery??!!
- No, ale dla ciebie możemy zrobić wyjątek – dokończył z uśmiechem sk8t.
- Ale od ciebie, Bill to nie jestem wyższa – zaśmiałam się.
- To fakt, ale minimalnie – powiedział Bill z szerokim uśmiechem. :D
Ha… widać, że mnie polubią lub polubili. Nieźle się zapowiada!
- Tom, nie wiesz gdzie może być Gustav? – zapytałam ciągle się uśmiechając.
- Siedzi przy barze, Amy – odpowiedział Tom.
- Dzięki.
Gdy już mijałam „szwedzki stół” ktoś na mnie wpadł.
- Amy, gdzie ty się podziewasz? – zapytała zdenerwowana Sarah.
- No wiesz, byłam tu i tam – powiedziałam uśmiechając się.
- Co ci jest? Jesteś jakaś dziwna.
- Wszystko Okay – powiedziałam rozmarzonym głosem.
- A to co? – zapytała Sarcia spoglądając na notesik i markera.
- No wiesz, mam autografy bliźniaków – rzekłam.
- TY! Nie gadaj! Ale super! Szkoda, że ja nie wzięłam notesu.
- Chodź ze mną do Gustava, muszę skompletować wszystkie cztery.
Poszłyśmy do baru, przy którym siedział Gustav gadając z jakimś chłopakiem.
- Cześć – przywitałam się – Jestem Amel, a to moja kumpelka Sarah. Mógłbyś dać mi autograf?
- Jasne – powiedział rozpromieniony Gusti.
Dostałam autograf i poszłam na parkiet do Georga, który właśnie tańczył pogo. :D Musiała nieźle nawywijać, żeby uniknąć ciosów w głowę. W końcu do niego dotarłam i krzyknęłam do niego: Dasz mi autograf?
Zeszliśmy z parkietu i dostałam czwarty autograf. Georg wrócił do dalszej zabawy, a ja spojrzałam na bar. Sarah rozmawiała sobie z Gustavem.
- Dobra, nie będę im przeszkadzać. Idę do bliźniaków – pomyślałam.
No i jak pomyślałam tak zrobiłam. Dosiadłam się do nich, na szczęście z nimi zostały już tylko dwa ”Mapeciątka”. Zaczęłam gadać z Tomem, bo Bill rozmawiał z jedną z „Mapetów”. Po pewnym czasie zobaczyłam, że zaczął na nas zerkać. Popatrzałam na niego, a on szybko odwrócił wzrok. Muszę powiedzieć, że z Tomem świetnie się rozumiałam. Bill wydawał się trochę smutny. W końcu zapytał: Idę do baru, przynieść wam coś?
- Mi Red Bulla – powiedzieliśmy równocześnie.
I zaczęliśmy się śmiać, chociaż Bill tylko blado się uśmiechnął. W końcu Tom zapytał mnie czy nie chciałabym z nim zatańczyć. Poszliśmy na parkiet, bo w końcu była jakaś normalna piosenka. Wiecie, jak Tom tańczy z dziewczynami. :P Zaczął się do mnie przytulać. W końcu odważył się pocałować mnie w policzek, a w tej właśnie chwili zmrużyłam oczy, bo oślepił mnie blask flesza. Trochę się speszyliśmy i dotańczyliśmy piosenkę już bez większych przytulanek, chociaż Tomowi fotograf nie przeszkadzał. Poszliśmy usiąść na kanapę, a tam siedział już cały skład łącznie z Sarcią. Uśmiechnęliśmy się do siebie, wzięliśmy z szklanego stolika dwie puszki Red Bulla i usiedliśmy na przeciwko siebie. Rozmowa jakoś się nie kleiła. Do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- A może porobilibyśmy sobie śmieszne zdjęcia, skoro jest tutaj fotograf.
Wszyscy się zgodzili i nawet zaczęli się śmiać. Georg zagadał do fotografa i po chwili pozowaliśmy do fotek. Na początku zrob8ilismy sobie grupowe zdjęcie. Od lewej Georg, Bill, ja, Tom, Sarah i Gustav. Tom objął mnie, a ja szturchnęłam Billa w bok, tak że się zgiął w pól ze śmiechu. Georg śmiał się z tego wszystkiego, a Gustav objął talię Sarah. Dosyć śmiesznie to wyglądało. Następną fotkę zrobiłam sobie tylko z Billem i Tomem(całus w polik od każdego z nich :P), następna z Tomem (pojedynczy całus w poliko), potem z Billem (identyczna jak z Tomem). Fotograf pstrykał też fotki Gustavowi, Sarha i Georgowi. Oni stroili śmieszne miny. Później mi cos odbiło i pożyczyłam sobie czapkę Toma. Założyłam sobie na głowę i oparłam się o jego ramię. Pstryk! Wymyślaliśmy jeszcze śmieszne pozy chyba z pół godziny, a potem chłopcy poszli porozmawiać ze swoim menadżerem.
- Amy, widzę, że super dogadujesz się z Tomem – powiedziała Sarcia.
- No, tak. Nie myślałam, że z nim złapię taki dobry kontakt – powiedziałam.
- To widać.
- Wiem, że od zawsze podobał ci się Tom, ale chyba nie jesteś zazdrosna? – zapytałam.
- Nie, no coś ty. Wiesz, jak ich nie znałam to podobał mi się Tom, ale teraz wolę Gucia – wypaliła.
- Gucia? Wow! Zauważyłam, że między wami coś jest – powiedziałam ze smilem.
W tej chwili na salę wjechał wózek z wielgachną tacą, a na niej kieliszki z szampanem. Każdy dostał kieliszek i wzniesiono toast(„Za dalsze tak wspaniale koncerty i dalsze sukcesy”). Stuknęłam się kieliszkiem z zespołem i ich menadżerem. Dosyć fajne przeżycie.
Później poszłam do WC-pickera, bo zachciało mi się siusiu. Potem poszłam na taras. Było trochę zimno, więc wróciłam na salę. Na kanapie zauważyłam czyjąś bluzę. Założyłam ją i poszłam na taras. Tak fajnie pachniała, podobał mi się ten zapach. Oby to nie feromony. :P Zobaczyłam, że bliźniacy i Georg są na dworzu przed klubem, więc wyszłam do nich. Wychodząc z klubu zobaczyłam, że chłopcy się z czegoś brechają. Bill poszturchnął Toma, a on wylał sobie colę na swoją gigantyczną bluzkę.
- Co robisz, głąbie! – krzyknął śmiejąc się Tom.
I zaczęli się jeszcze bardziej śmiać. Podeszłam do nich i powiedziałam: Widzę, że dobrze się bawicie.
- No to prawda. Oooo…co ja widzę? – powiedział Tom – Ktoś tu ma moja bluzę.
O jacie! To bluza Toma! :P Zawsze chciałam mieć ja na sobie! Uśmiechnęłam się do niego szeroko i powiedziałam: No wiesz, jest taka ciepła.
I znowu zaczęliśmy się śmiać.



***
Heh... a co do bluzy...to też chciałabym mieć taką akcję z bluzą Toma... kocham te jego ubranka. :P

P.S. Następna notka już niebawem .
P.S.2 Oto link do ściągnięcia filimu z Tokio Hotel w Itzohe. Są fajne zbliżenia na kochane dredki Toma heh... jaki klopek mają :P no normalnie Luxus - jak to oni powiedzieli... :P Ale tak apropo, to ja uwazam ze trzeba miec downa, zeby zosrobic sobie tatuaz logo TH na czole(nawet jesli to jest ten zmywalny) :lol: [sorry jesli kgos uraziłam :P]
TH w busie. Itzohe.

Miśka 13:16:23 24/08/2006 [komentarzy 7] Komentuj

ODCINEK 9: W klubie

Hey Kochani! Dzięki za komenty :) Widzę, że się coraz bardzij staracie... I dobrze, bo notki będą coraz lepsze...heh...oczywiście jak narazie według mnie, ale niedługo i Wy to ocenicie... xD No dobra, co ja będę zanudzać. CZYTAJCIE!!!
***



Dojechaliśmy do klubu „Persona”. Weszłyśmy do środka. W środku było całkiem fajnie. Niestety nigdzie nie zauważyłam chłopaków z Tokio Hotel. Wyjęłam komórkę z kieszeni. Na wyświetlaczu pokazała się godzina 23:00. Czytałam gdzieś w necie, że rzadko można ich spotkać na imprezie przed północą, a zresztą pewnie pojechali do hotelu się odświeżyć. Stałyśmy tak w kącie z Sarah jak te dwa kołki. Poprosiłam ją, żebyśmy poszły do łazienki. Zgodziła się i powiedziała, że jej też się chce siusiu. Ale mi się nie chciało! Chciałam tylko się przejrzeć w lusterku. :P Sarah poszła do kabinki „odcedzić kartofelki” a ja pomalowałam sobie usta pomadką.
- Fryzura jeszcze się trzyma – pomyślałam – i jest wcale taka zła.
Sarah kiedy już wyszła też pomalowała sobie usta swoją szminką(przypominam, że była czerwona, oczywiście szminka, nie Sarah ;P). Wychodząc z klopa minęły nas dwie „paniusie” mierząc nas od stóp do czubka fryzur. Prychnęły tylko i weszły do łazienki.
Wymieniłyśmy z Sarcią spojrzenia i poszłyśmy na salę. Poszłyśmy do tak zwanego „szwedzkiego stołu”. Sarah wzięła sobie precelka, ja garstkę gumisi. Kurde, co za żarcie :P Zjadłyśmy już połowę gumisi z półmiska. Znudziło się nam te obżeranie żelkami, więc poszłyśmy do baru. Zamówiłam sobie sok pomarańczowy, a Sarah wodę. Po chwili Sarcię poprosił jakiś chłopak do tańca. No i poszła sobie tany-tany, a ja zostałam sama. Wypiłam sok i zamówiłam colę. Dobrze, że tu wszystko było za free, bo bym się nie wypłaciła. :P W końcu przysiadł się do mnie jakiś koleś. Nie wiem nawet jaki, bo właśnie wciągałam colę przez słomkę.
- Poproszę colę – powiedział kolo.
Zakrztusiłam się colą. Zaczęłam kaszleć. Pomyślałam sobie: Dlaczego w tym momencie?



***
Jak myślicie, kto to był? Piszcie w komciach. :)
Następna notka już niedługo... Może jeszcze dzisiaj[ta notka była dodana tuż po północy :P]

Miśka 00:15:28 24/08/2006 [komentarzy 7] Komentuj









Nazywam się Michalina, mam 16 lat i piszę to opowiadanie o Amel i Tokio Hotel.
Opowiadnie jest TYLKO dla fanów TH!


Strona Główna


Register
Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

Tyle ludu było tutaj 10679

A tylu się wpisało do księgi 4


Other pages
Do ściągnięcia
TH w busie. Itzohe
Reportaż o nowym tatuażu Billa
Fillmiki
TH w samolocie, beka z Toma, zachowuje się dokładnie tak samo jak Bezdredowiec-mój znajomy ze sql
to samo tylko dłuższe, a Bill na końcu...mniammmm
Teledyski TH
Wir schließen uns ein
Der letzte Tag
Rette mich
Schrei
Durch den Monsun
Monsoon
Spring nicht
To czytam...
Opo Natalii (Snickers)
Opo Prinzesschien
Opo Pauli
Opo Dominiki
Opo Kaśś



A long time ago...
2008
Czerwiec
2007
Lipiec
2006
Październik
Sierpień



Friends of mine








Add me

Dodaj do Ulubionych


blog4u.pl